Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Świątecznie.......

poniedziałek, 22 grudnia 2008 11:41
ZDROWYCH, SPOKOJNYCH I PYSZNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA, ORAZ WSZYSTKIEGO CO NAJLEPSZE W NOWYM 2009 ROKU, DLA WAS I WASZYCH NABLIŻSZYCH.(*-*)

W naszym bloku

w naszym bloku


hotel Peninsula

hotel Peninsula

hotel Peninsula

hotel Peninsula

hotel Peninsula

hotel Grand Hyatt

hotel Grand Hyatt

Times Square

(*-*)papa

komentarze (15) | dodaj komentarz

Cirque Du Soleil.

poniedziałek, 15 grudnia 2008 10:58
Głównym celem naszej wycieczki na Macau, było przedstawienie Cirque Du Solei, pt. Zaia.
Najpierw kilka słów o samym cyrku, abyście mogli się zorientować że nie jest to taki zwykły cyrk, ale coś więcej......niestety informacji  w j.polskim ne znalazłam:
Cirque du Solei at a glance....
The Company mission is to invoke imagination, provoke the sense and evoke the emotion of people around the world.
I o czym jest całe przedstawienie Zaia:
Zaia is the dream of a young girl who journeys into space on a strange, yet familiar oyage of self-discovery. As she travels, she encounter the beauty of humanity and eventually brings it back with her to share with the inhabitants of earth.
Zaia presents a young girl's perception of the stars and planets, space and infinity, all populated by a panoply of fantastic, literally out-of-this-world creatures.
The title, Zaia, comes from a Greek name meaning "life" and is also reminiscent of "Gaia", the living, self-aware, spirit of earth.
Zaia is a show that highlights dance, movement and aerial acrobatics, soaring to the farthest reaches of space and human beauty.


@)-->-->--

@)-->-->--

@)-->-->--

@)-->-->--
Polecam stronę tutaj na której dowiecie się więcej o samym cyrku i przedstawieniach które są obecnie pokazywane w różnych częściach świata. Bowiem do każdego spektaklu, który opowiada zupełnie inna historię, przygotowywana jest inna grupa artystów. Stąd w tym samym czasie ktoś w Tokio może oglądać przedstawienie "Quidam", na Macau "Zaia", a w Madrycie "Alegria". Można też kupić przedstawienia Cirque du Soleil na DVD, mamy jedno w domu, ale nie oddaje ono nawet odrobinę tego co człowiek czuje i przeżywa podczas przedstawienia na żywo. Natomiast polecam płyty CD z poszczególnych przedstawień, muzyka jest na prawdę znakomita. Na  oficjalnej stronie cyrku w dziale music można posłuchać niektórych jej fragmentów. Cały show zrobił na nas tak ogromne wrażenie, tak że po skończonym spektaklu poraz pierwszy chyba stwierdziliśmy że jak na taaakie show bilety były zbyt tanie. ;-)Piękne kostiumy specjalnie zaprojektowane i szyte dla każdej postaci, makijaże artystyczne do których aktorzy przygotowują się godzinami, rewelacyjna muzyka na żywo, a piosenki które są wykonywane podczas spektaklu zapierają dech w piersiach. Przyznaję się że w kilku momentach musiałm użyć chusteczki.;-( Np. w scenie gdy dwie dziewczyny o anielskich głosach wykonują jakąś tam piosenkę, nad publicznością pojawia się olbrzymia kula ziemska, pięknie podświetlona z wyraźnie widocznymi kontynentami, a z dołu nagle wypuszczane są tysiące malutkich czerwonych balonów w kształcie serc które powoli otaczają tę wiszącą nad publicznością ziemię.....serceAle były też momenty zabawne oraz takie gdzie osoby z widowni zostały na chwilę "wciągnięte" w spektakl.:-] Ech......trudne to wszystko do opisania. W każdym razie gorąco Wam polecam. Chyba nabliżej Polski przedstawienia Cirque du Soleil odbywają się w Londynie. Po przedstawieniu w hotelowym pokoju w tv na jednym kanale cały czas był prezentowany film-reportaż o tym jak w ogóle zrodziła się pomysł na to przedstawienie, były wywiady z aktorami, reżyserem...bardzo ciekawe........:-o
Zaia...zapiera dech w piersiach, gra na emocjach, wzrusza i bawi....(*-*)
papa


komentarze (22) | dodaj komentarz

Macau 2008.

czwartek, 11 grudnia 2008 13:34
Spóźniony wpis z naszej wyprawy na Macau, zapraszam  TUTAJ. Niestety tym razem coś poprzestawiałam w aparacie i dopiero w połowie wizyty na Macau zorientowałam się że mam ustawiony aparat na najmniejsza rozdzielczość zdjęć, stąd ogromny rozmiar i brak ostrości niektórych z nich. Wszystkim nowym czytelnikom polecam wpis z naszej ubiegłorocznej wyprawy na Macau, miejsce to samo, a zdjęcia o wiele lepszej jakości TU i TU.:-]papa

komentarze (5) | dodaj komentarz

Wiadomości z Hong Kongu:-)

sobota, 29 listopada 2008 9:35

13 miliardów dolarów za życie wieczne

"Społeczność Hong-Kongu z niecierpliwością oczekuje na mający wkrótce zapaść wyrok, który wskaże spadkobiercę niebotycznego majątku o wartości 13 miliardów dolarów. Należał on do zmarłej niedawno Niny Wang, która była najbogatszą kobietą w Azji.

Kontrowersje wokół fortuny narosły w 2006 r., kiedy kobieta dowiedziała się o swojej nieuleczalnej chorobie. Nina Wang postanowiła postawić wówczas wszystko na jedną kartę i zmieniła swój testament. Serwis "The Earth Times" poinformował, że zgodnie z jej wolą wszystkie pieniądze, które wcześniej zapisała rodzinie oraz organizacjom charytatywnym, miały trafić na konto nieznanego nikomu mistrza feng shui, Tony'ego Chana, który obiecał jej w zamian życie wieczne.

Niedawno odbyła się pierwsza rozprawa sądowa. W jej trakcie wystąpił adwokat reprezentujący należącą do zmarłej miliarderki fundację, na konto której zgodnie z pierwotną wersją testamentu, trafić miała spora część majątku. Prawnik Geoffrey Vos oskarżył mistrza Tony'ego Chana o oszustwa i manipulacje, które doprowadziły do zmiany przez Ninę Wang testamentu.

Kobieta dwa lata temu dowiedziała się o tym, że cierpi na raka i niedługo potem spotkała na swojej drodze mistrza feng shui, który przekonał ją do tego, aby przepisała na niego cały majątek. Mistrz Tony Chan zapewniał kobietę, że jeśli pieniądze trafią na jego konto, to ona będzie żyć wiecznie lub przynajmniej bardzo długo. Zdesperowana Wang nie zwlekała długo i przepisała cały dobytek tajemniczemu mistrzowi, o którym nikt wcześniej nie słyszał. W zeszłym roku okazało się jednak, że mistrz feng shui jest zwyczajnym oszustem. Kobieta zmarła bowiem w kwietniu 2007 roku, w wieku 69 lat.

Po śmierci Niny Wang jej siostry oraz organizacje charytatywne złożyły w sądzie pozew przeciwko cwaniakowi. Zamierzają walczyć przed wymiarem sprawiedliwości o przywrócenie pierwszej wersji testamentu, który został spisany w 2002 r. A jest o co walczyć. Szacunkowa wartość korporacji, które należały do kobiety wynosi 13 miliardów dolarów. Decyzja sądu w tej sprawie powinna zapaść na początku przyszłego roku.

Nina Wang znajdowała się na liście najbogatszych ludzi świata publikowanej regularnie przez magazyn "Forbes". Mimo, że dysponowała tak potężną fortuną, wiodła dość skromne życie. W ciągu miesiąca wydawała podobno około 400 dolarów, czyli znacznie mniej niż wynosi obecnie średnie miesięczne wynagrodzenie w Polsce."
źródło:www.niewiarygodne.pl

Rzeczywiście był czas kiedy prawie cała prasa w Hng Kongu pisała na ten temat, a na każdej okładce magazynów plotkarskich, na pierwszej stronie gazet widniały zdjęcia Niny Wong bądź Tony'ego Chana. Nie obyło się też bez spotkania rodzinnego czy biznesowego na którym nie zostałby poruszony ten temat. A sama Nina Wong nie tylko wiodła skromne życie, ale jak mówili jej pracownicy była strasznie oszczędna i wręcz skąpa. Często jadała w Macdonaldzie, a na święto środka jesieni podobno przyniosła do pokoju gdzie pracowało 6 osób jedno małe ciastko księżycowe, aby pracownicy się nim podzielili:-). Zupełnie nie dbała o wygląd i niestety także o zdrowie co odbiło się wykryciem raka w nieuleczalnej fazie i jej szybką śmiercią. A Tony Chan oszust jak oszust, ale że udało mu się namówić najbogatszą kobietę w Azji do zmiany testamentu...to dopiero z niego czarodziej umysłów ludzkich.;-)

papa

komentarze (14) | dodaj komentarz

Takie jajo:-)

wtorek, 25 listopada 2008 18:21
Jeszcze przed przeprowadzką w dzielnicy Wanchai w najzwyklejszej ulicznej knajpce w wielkim garze gotowały się takie oto jajka, zapytałam męża co to takiego i dlaczego jajka pływają w czarnej wodzie. W odpowiedzi weszliśmy do środka, mąż zamówił jedno takie jajko, ale w rezultacie taki mi zasmakowało że zjadłam trzy....

są to najzwyklejsze jajka gotowane na twardo tyle, że nie w samej wodzie a w wodzie z różnymi ziołami i liśćmi herbaty. Przez to woda w której się gotują jak i same jajka nabierają ciemnej barwy. Pachną tym ziołowym wywarem i smakują wyśmienicie....są lekko słone, ale w ich smaku wyczuwa się coś jeszcze...coś orientalnego, coś azjatyckiego......Jedno takie jajko kosztuje nieco ponad złotówkę w przeliczeniu na naszą walutę.

Potem odkryłam obok stacji metra w nowym miejscu gdzie mieszkamy że też sprzedają takie jajka. Miałam już taką fazę że codziennie kupowałam po dwie sztuki, teraz już mi się trochę przejadły.....;-)
papa

komentarze (11) | dodaj komentarz

Nowe mieszkanko:-)

piątek, 21 listopada 2008 17:48
Zapraszam na wycieczkę do nowego mieszkanka TUTAJ/PLS CLICK HERE
papa

komentarze (14) | dodaj komentarz

......

wtorek, 04 listopada 2008 8:24
Juz po przeprowadzce.....ufff......Do 11 listopada nie bedziemy mieli internetu, tak wiec napisze cos jak juz wszystko nam zainstaluja.papa

komentarze (15) | dodaj komentarz

Jesienne spotkania Polek:-)

środa, 22 października 2008 7:35

Od czasu do czasu piszą do mnie Polki, które przyjeżdzają do HK w celach turystycznych bądź mieszkające tutaj przez jakiś czas. Zwykle to była jedna, góra dwie osoby w roku. A tym razem, od momentu kiedy wróciłam z Polski napisały do mnie już 4 dziewczyny. Coraz więcej nas tutaj. Jedna z nich z którą spędziłam dwa dni w minionym tygodniu mieszka na stałe w Madrycie. Dzięki jej wizycie dowiedziałam się dużo ciekawych rzeczy o tym kraju, sposobie życia i o ludziach tam mieszkających. No i jeszcze zobaczcie jakie pyszności prosto z Hiszpanii nam przywiozła:

to na górze to migdały w takiej białej polewie-nie jest zbyt słodka, przełożone cienutkim ciastem, takim a la opłatek Bożonarodzeniowy, a poniżej kawałki ciasta których głównym składnikiem są żółtka jajka-pyszności...(*-*)

I jeszcze ciekawostka. Co zaskoczyło ową Polkę podczas wizty w HK to, że gdy kupowała lody, poprosiła o wybrane dwie gałki, a sprzedający zapytał która gałka ma być na górze wafelka, a która pod spodem. Ja już chyba przyzwyczaiłam się do tutejszego dogadzanie klientom i nie zwróciłam na to zupełnie uwagi, ale takie pytanie podczas kupowania lodów może zaskoczyć bo można je usłyszeć chyba w niewielu krajach. ;-)
P.S. Wracam do pakowania pudeł, przeprowadzka zbliża się wielkimi krokami....... :-)

komentarze (6) | dodaj komentarz

The New Focus of Metropolitan Lifestyle:-)

niedziela, 12 października 2008 13:21
Pod koniec miesiąca czeka nas przeprowadzka do nowego mieszkanka. Jak tylko pomyślę ile rzeczy mamy do pakowania to zaczyna mnie głowa boleć, ale z drugiej strony jak sobie przypomnę jak ładnie, ciucho i spokojnie...no i luksusowo jest w tym nowym miejscu to trochę poprawia mi się humorek. Właściwie to już bym chciała tam mieszkać, porobić zdjęcia i pochwalić się Wam jak to wszystko wygląda w realu, ale póki co tylko zdjęcia z katalogu i kilka ciekawostek.


Osiedle (o ile w ogóle można to tak nazwać) składa się z 16 bloków, a tak na prawdę to z 13, bowiem przy nadawaniu numerów każdemu z wieżowców pominięto kilka liczb. Pominięto m.in liczby 4, 13 i 14. Dokładnie widać to na załączonych poniżej zdjęciach.Takie małe niskie domki-szeregowne na przeciwko tych wieżowców to bungalow'y dla milionerów.....(będzie można ich podglądać hi hi);-)

4 i 14 pominięto dlatego bo 4 jest nieszczęśliwym numerem w kulturze chińskiej, a 13 bo z kolei w kulturze zachodniej liczbę tę uważa się za pechową. Taka sama historia jest przy numerach pięter......nie ma piętra 4, 14, 13, 24, 34, 44, 54, 64.......Jeden blok ma 65 pięter, ale po pominięciu tych kilku "pechowych" liczb pewnie wyjdzie mniej. Na 65 piętrze znowu coś tylko dla milionerów, czli penthouse z prywatnym basenem, siłownią i jeszcze jakimiś bajerami. A pierwsze piętro w tych blokach to jest gdzieś na poziomie takiego czwartego polskiego piętra. Na dole bowiem znajdują się parkingi dla samochodów, potem supermarkety, apteki, przychodnia, butiki, punkty usługowe jak szewc, krawiec, pralnie, kafejki, restauracje....i dopiero potem oddzielone specjalnym lobby mieszkania. Strasznie podoba mi się taka idea małego osiedla-miasteczka......teraz do supermarketu wystarczy zjechać windą na dół, a potem przejść kawałek i schodami ruchomymi na poziom ze sklepami.....

W budynku w którym teraz mieszkamy jest basen dla mieszkańców osiedla, basen dla dzieci, niewielka prywatna biblioteka, sala gimnastyczna, siłownia, sala do gry w ping ponga, siatkówkę....i myślałam że to już jest szczyt luksusu....dopóki nie usłyszłam co tam za cuda niewidy potworzyli w tym nowym miejscu. No więc słuchajcie......na nowym osiedlu jest m.in ogromny basen ze sztuczną plażą, 3 czy 4 mniejsze baseny, niektóre z masażem. Jesienią i zimą baseny są nieczynne, ale na mieszkańców czeka ogromny basen wewntąrz budynku.......poza tym spa, korty do tenisa, miejsce do gry w golfa, ogród różany (tego jestem najbardziej ciekawa@)-->-->--), jakieś tam miejsce ze skałkami do trenowania wspinaczki, park z grillami (hurrraaa...zapraszam na grilla hi hi). W ogóle to jakieś cztery kluby sportowe Bahams, Barbados, Cayman, Bermuda (a w każdym z tych klubów inne rozrywki)(*-*). I to wszystko tylko dla ludzi którzy mieszkają na tym osiedlu.......chociaż jednorazowo każdy mieszkaniec może przyprowadzić 2-3 osoby z zewnątrz (kto się zgłasza to już go zabieram hi hi). I jeszcze małe i duże autobusy które co kilka minut zbierają ludzi spod bloków i zawożą prosto pod stację metra. A potem 6 stacji metrem do centrum. Uszczypnijcie mnie bo nie wierzę że coś takiego można zbudować i zorganizować.........
Podobno twórcy tego projektu chcieli aby stworzyć mieszkania w formie hotelowych resortów, czyli takich miejsc gdzie to człowiek odpoczywa jak na wakacjach i wszystko ma pod nosem. No ciekawa jestem jak to będzie wszystko wyglądało w rzeczywistości, mam nadzieję że się nie rozczarujmy........;-)

komentarze (13) | dodaj komentarz

Do cyrku...:-)

wtorek, 07 października 2008 12:58
W przyszłym tygodniu jedziemy na kilka dni na Macau. Jeśli pamiętacie moją relację z ubiegłego roku o Hotelu Venetian to dodam tylko, że tym razem znowu się tam udajemy.Poza odkrywaniem nowych miejsc (bo obiekt rozrósł się od zeszłego roku) naszym głównym celem jest zobaczenie w tym hotelu przedstawienia najsłynniejszego cyrku świata-Cirque du Solei. Nie jest to taki zwykły cyrk, a już na pewno nie dla dzieci. To połączenie spektaklu teatralnego, musicalu, baletu, koncertu no i niektórych elementów jakie można zobaczyć w tradycyjnym cyrku, ale tutaj jest to na znacznie wyższym poziomie.........A do tego wspaniałe makijaże sceniczne, niebywałe kostiumy i atmosfera niczym z bajki......Kilka lat temu byliśmy w HK na przedstawieniu tego cyrku. Podczas takiego spektaklu człowiek czuje się jak zahipnotyzowany i jakby przeniósł się w inny wymiar............. Każde przedstawienie opowiada inną historię i towarzyszy mu jakiś jeden główny motyw przewijąjący się we wszystkich etapach show. Wtedy, kilka lat temu nazwa tego show to było Quidam, tym razem Zaia. Znalazłam filmik promujący ten spektakl. Ta muzyka która słychać w tle jest wykonywana na żywo podczas przedstawienia przez orkiestrę należącą do tego cyrku. Często wokaliści śpiewają też różne piosenki (kiedyś wielkim hitem był przebój Allegria), tak więc Cirque du Solei wydaje nie tylko płyty DvD ze swoimi przedstawieniami, ale także płyty CD ze ścieżką dźwiękową do każdego spektaklu.:-]



papa

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zaginione zdjęcia..i sałatka na pocieszenie:-)

sobota, 27 września 2008 8:40

O rany, jakoś ostatnio nie chce mi się tutaj nic pisać, wstąpił we mnie wielki leń antypisarki.....
Wiem, że nie możecie odczytać komentarzy, pisałam już w tej sprawie do administracji, ale w odpowiedzi otrzymałam ciszę.......(>_<)
W HK wciąż cieplutko, choć ponad dwa tygodnie temu obchodzone było tutaj święto środka jesieni. Wg starych chińskich wierzeń od tego momentu powinno się stopniowo ochładzać. A jak święto to spotkania rodzinne i jedzenie, jedzenie....Zaliczyłam też kilka imprez powitalnych lub darmowych obiadków w restauracjach gdzie jesteśmy regularnymi klientami. Stęsknili się za mną;-), chyba w dwudziestu restauracjach musiałam opowiadać gdzie byłam, czemu tak długo do nich nie przychodziłam, o Polsce itp.itd. Hongkończycy są niesamowicie gościnni, chyba aż za bardzo bo mój żołądek nie był w stanie tego wszystkiego pomieścić. Jedna taka kolacja w restaucracji Lumiere w IFC, połączona była z małą lekcją na temat trunków. Poznaliśmy bowiem tam specjalistę od alkoholi. Zrobiłam masę zdjęć podczas tej kolacji, skosztowaliśmy dużo ciekawych trunków. Dowiedziałam się np. że tak na prawdę nie można czy nie powinno się mieć jednego ulubionego rodzaju czerwonego wina bowiem każdy rodzaj posiłku wymaga innej jego odmiany. To już pewnie wyższa szkoła jazdy ale np. w zależności od stopnia pikantności posiłku zalecany jest inny rodzaj czerwonego wina. Ale my konsumenci wcale nie musimy się na tym znać bowiem w większych restaurach jest zawsze jedna, dwie osoby które są w tej dziedzinie specjalistami i to oni pomagają klientom w doborze odpowiedniego trunku. Osoby takie łatwo rozpoznać bowiem w klapie marynarki czy uniformu mają wpiętą małą broszkę w kształcie grona winogrona. Tak więc poraz kolejny przekonałam się, że jedzenie to nie tylko zaspokojenie głodu, ale wielka celebracja z odpowiednim trunkiem w dłoni.
.........i wyobraźcie sbie wczoraj kasowałam zdjęcia z aparatu, byłam przekonana że te fotki z restauracji Lumiere już skopiowałam na dysk, a dziś za żadne skarby nie mogę ich znaleźć na komputerze........jestem potwornie zła]:->, bo to były szalenie ważne fotki i nie da się już ich powtórzyć buuuuu:-(]:-|;-(.Pierwszy raz coś mi się takiego zdarzyło...ech..........Tak więc fotek z zapoznania z alkoholami świata nie będzie...ale zato pochwalę się Wam sałatką. Przepis zdobyłam od jednej znajomej z HK, sałatka nie jest chińska, ale pyszna i bardzo zdrowa.

Do jej przygotowania potrzeba następujące składniki: (przepis na 4-6 osób):
4 dojrzałe pomidory,
3 kolby świeżej kukurydzy,
1 czerwona cebula,
1 papryka
1 gałązka liści bazylii
3 łyżki stołowe oleju z pierwszego tłoczenia
3 łyżki octu balsamicznego
sól morska i pieprz do smaku
liście sałaty
Jeżeli nie lubicie któregoś że składników np. cebuli to można go dodać w mniejszej ilości. Ja np. już wiem że następnym razem dodam mniej bazylii, albo w ogóle zrobię bez niej bo jest potwornie aromatyczna i ani mi ani mężulkowi nie smakowała w tej sałatce.
Poniże produkty które kupiłam do przygotowania sałatki. Nie mogłam się zdeydować którą paprykę kupić: żółtą, czerwoną, zieloną...a tu patrzę w sprzedaży są takie małe kolorowe papryczki no i problem był już rozwiązany.

Teraz należy tak: pomidory opróżnić z gnazd, obrać ze skórki i pokroić na małe kawałki. Kukurydzę skroić nożem z kolb. Cebulę drobno poszatkować. Paprykę, usunąć gniazda i pokroić w kostkę.Liście bazyli poszatkować. Składniki wrzucamy do naczynia, dodajemy 3 łyżki stołowe oleju i 1 łyżkę stołową octu balsamicznego. Sól i pieprz do smaku. Całość mieszamy i wstawiamy do lodówki aby trochę się schłodziło. Następnie nakładamy na liście sałaty i zawijamy w dowolny sposób...zjadamy. Mniam!

papa


 

 

 

komentarze (12) | dodaj komentarz

Wyjazdy i powroty...:-)

środa, 10 września 2008 0:00
Jak już niektórzy z Was wiedzą wróciłam do HK prawie dwa tygodnie temu, jednak z przyczyn technicznych nie mogłam nic napisać. Dzięki Donwinka i Barnabo za pomoc w rozszyfrowaniu tej blokady.(*-*)A teraz do rzeczy, czyli wspomnien kilka z pobytu w kraju......
Jeszcze chyba mi się nie zdarzyło żebym na naszym polskim lotnisku nie miała jakiś przygód, a wynikają one zawsze z problemów pt. "nikt nic nie wie". Miałam bardzo skomplikowaną podróż powrotną bo najpierw z Warszawy leciałam na lotnisko Gatwick w Londynie, a potem musiałam się z niego przemieścić autobusem na lotnisko Heathrow skąd miałam odlecieć mój samolot do HK. Wszystko zaplanowane w określonym czasie i o określonych godzinach. I już na samym początku problem, bo czekając na samolot do Gatwick w Warszawie najpierw ogłoszono, że samolot będzie opóźniony o 20 minut, potem o 30minut, a potem ogłoszono że w ogóle nie odleci......a miał odlecieć o 13.15 Godziny czekania, nikt nic nie wie. Polka lecąca do Australii rozmawiając ze mną "uprzejmie" poinformowała mnie, że na pewno nie zdąże na ten samolot do HK (ostatni tego dnia) bo ona kiedyś jechała tym autobusem z Gatwick do Heathrow i trwało to ponad dwie godziny.
:-(
Pomijając szczegóły, o 17.45 wyleciałam z Warszawy. Potem podróż luksusowym autokarem z toaletą z Gatwick go Heathrow trwała 35 minut. Zrobiłam jeszcze małe zakupy na lotnisku w Heathrow i spokojnie zapakowałam się do samolotu. Pierwsze dni to porządkowanie przywiezionych rzeczy (lubię podróżować, ale nie znoszę pakowania i rozpakowywania walizek), spotkania i rozdawanie polskich prezentów chińskim znajomym, a przede wszystkim godziny rozmów ze stęsknionym mężulkiem. Podczas całego pobytu w Polsce wielokrotnie byłam myślami w HK,...taka ze mnie nietypowa emigrantka, która mimo radości ze spotkaniami z rodziną i znajomymi w Polsce cały czas tęskniła za Hong Kongiem...
Zdjęć zrobiłam jak zwykle niesamowitą ilość, nie sposób wszystkich zamieścić, ale oto niektóre z nich:
Polska tęcza


jako smakoszka dobrego jedzenia strasznie się ucieszyłam gdy okazało się, że do gazety "Wprost" (pierwszy numer który ukazał się zaraz po moim przyjeździe do PL) dołączono książeczkę-przewodnik po warszawskich restauracjach. Cudowny zbieg okoliczność, bo przecież gdyby przewodnik dołączono zaledwie do wcześniejszego numeru nigdy nie wpadł by w moje ręcę.:-]

efektem czytania przewodnika i zaznaczania ciekawych miejsc była m.in wizyta w Cafe 6/12 na Żurawiej, gdzie można zjeść m.in tradycyjną tajską zupę na mleczku kokosowym

i napić się jednego z ponad 60 rodzajów świeżo wyciskanych soków z owoców i warzyw

i jeszcze przekąsić coś niewielkiego np. bruschiettę ze świeżymi figami i szynką parmeńską

bądź z mozarellą i zapiekanymi figami. Jedzenie wyśmienite, tylko wnętrzę niezbyt sympatyczne, dekoracje minimalistyczne, latem przyjemnie jest posiedzieć w ogródku.

W HK mało czytam, zato jak jestem w PL poświęcam prawie każdą wolną chwilę na lekturę. Lista przeczytanych książek podczas tegorocznej wizyty w kraju wygląda tak:

Zupełnie nie wiem co mi się stało.......przeczytałam "Lalkę". Trzy tomy pochłonęłam w zaledwie kilka dni. W liceum poszłam na łatwiznę czytając zaledwie recenzję tej książki, wydawała mi się nudna, staroświecka i trudna do zrozumienia. Dziś.....jestem nią zafascynowana.(*-*)Gdybym kiedyś wygrała w totolotka strasznie chciałabym mieć swoją własną ogromna bibliotekę w której wśród różnych dzieł Mickiewicza, Sienkiewicza i całej masy innych znakomitych polskich pisarzy naczelne miejsce zajęłaby właśnie "Lalka" Prusa.......ależ mam pomysły;-)

i jeszcze kilka czytadeł

wielokrotnie jako dziecko widziałam film "Trędowata", w tym roku trafił mi się niezwykły egzemplarz tej książki. Niezwykły bo szalenie stary, gdzieś z początku lat 50ątych. Na zdjęciu to ta książka bez tytułu po prawej stronie.

a poza czytaniem.....kilka tygodni spędzonych na tle natury

@)-->-->--

i w wielkim mieście.....

@)-->-->--

mały spacer po Warszawie...

powiew wielkiego świata, niestety wewnątrz takich sklepów pustki lub klienci w ilościach śladowych.

zato Burberry w takim budynki prezentuje się rewelacyjnie

@)-->-->--

@)-->-->--

@)-->-->--

@)-->-->--

krótka wizyta w Słodko Słonym na Mokotowskiej na drożdzówkę i kawę...cukernia grzechu warta(*-*)

..i prawie teleportacja na Stare Miasto z którego zdjęcia pokazywałam Wam już nie raz

@)-->-->--

i wizyta w Stawisku, spowodowana pragnieniem przeniesienia się choćby do tej niedalekiej przeszłości (to chyba pod wpływem niektórych książek);-)

dworek Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w którym mieści się m.in muzeum

@)-->-->--

wnętrza

@)-->-->--

@)-->-->--

@)-->-->--

tak wyglądał jeden z pierwszych aparatów fotograficznych, a J.Iwaszkiewicz był jego właścicielem

@)-->-->--

@)-->-->--

i wizyta w muzeum motoryzacji i techniki, prezentuję tutaj zaledwie fragment tego co tam można zobaczyć

@)-->-->--

@)-->-->--

@)-->-->--

poniżej pierwszy samochód, kierownica nie była wtedy jeszcze okrągła, a po przejechaniu każdych 5-10km takim samochodem należało się zatrzymać w celu wymiany paliwa

@)-->-->--

a tu już w oczekiwaniu na samolot na warszawskim lotnisku

papa

komentarze (23) | dodaj komentarz

Zielone pożegnanie:-)

niedziela, 06 lipca 2008 0:00

Tak się jakoś złożyło że przed moim wakacyjnym wyjazdem odkryłam kilka przepysznych rzeczy, a wszystko w zielonej tonacji. Już samo mojito zawsze było jednym z moich ulubionych drinków, ale liczi mojito którego ostatnio spróbowałam bije wszystkie inne moijto. Jest przede wszystkim bardziej słodkie i mniej kwaśne od tradycyjnego mojito, ale wciąż orzeźwiające i z dominującą nutą miętową. Jeśli gdziekolwiek uda Wam się tego spróbować to polecam, a nawet jak nie uda to męczcie barmanów o przyrządzenie takiego napoju.;-) A tak na marginesie wiedzieliście, że mojito było ulubionym drinkiem Ernesta Hemingwaya? Właśnie o tym przeczytałam.;-)

green tea tiramisu, czyli nowa wersja tiramisu tym razem z kremem o samku zielonej herbaty, a to coś bordowe na górze ciacha to red bean-bardzo słodkie

green tea panna cotta, panna cotta (włoska gotowana śmietanka) o smaku zielonej herbaty, polana miodem....niebo w gębie i tyle(*-*)

@)-->-->--

I to tyle pyszności w przedwakacyjnym wpisie, za kilka dni będę już w PL, z braku dostępu do internetu i innych obowiązków raczej nie będzie nowych wpisów. Życzę Wam pięknego lata i miłego czasu, gdziekolwiek go spędzacie. Do zobaczenia.papa

komentarze (34) | dodaj komentarz

Tajfun i wycieczka na wyspę Lantau:-)

środa, 02 lipca 2008 0:00

Nadrabiam zaległości......w ubiegłym tygodniu przez HK przechodził tajfun "Wind of God". Właściwie tylko częściowo zahaczył o HK, na zdjęciu poniżej niebieska kropka to Hong Kong, a na czerwonej linii trasa przejścia tajfunu. Tajfun przechodził przez HK w nocy, ale nawet rano było tak ciemno jak w nocy, wiatr jak szalony wiał chyba we wszystkich możliwych kierunkach i do tego padał silny deszcz. Większych zniszczeń nie odnotowano, a wszelkie połamane drzewa, liście uporządkowano w zaskakująco szybkim czasie. Rano w tv oglądaliśmy powyrywane drzewa, powodzie na niektórych ulicach, zniszczone bambusowe rusztowania na remontowanych budynkach, ale kiedy wyskoczyłam na chwilkę do centrum późnym popołudniem poza wciąż intensywnym deszczem na ulicach było już wszystko uporządkowane. Padało jeszcze przez kilka kolejnych dni.

Hong Kong...cisza przed burzą.....

Kilka dni przed tą ogromna wichurą wybraliśmy się na wycieczkę, na wyspę Lantau, znaną z największego na świecie posągu Buddy. Ostatni raz byłam tam w 2003 roku, czyli kiedy pierwszy raz przyjechałam do HK. Wówczas jedynym transportem do wielkiego Buddy ze stacji Tung Chung był autobus, taksówka....teraz najpopularniejszym transportem jest kolejka linowa otwarta do użytku dwa lata temu .

widoki z kolejki linowej

@)-->-->--

@)-->-->--

@)-->-->--

@)-->-->--

@)-->-->--

ta biała linia w górach, którą widać na zdjęciach to szlak którym można wybrać się do wielkiego Buddy piechotą. Wycieczka trwa podobno ponad trzy godziny w jedną stronę.

a tutaj już w oddali widać posąg Buddy, szkoda że niebo było zamglone i padał niewielki deszcz.....

kolejną nowością jest nowo wybudowana główna aleja w wiosce Ngong Ping  z wszelkiego rodzaju restauracjami, kafejkami, sklepami z pamiątkami

w tym budynku poniżej znajdował się m.in tea house

w oddali widać posąg Buddy

okazało się że jeden ze sklepików z pamiątkami w owej alejce należy do pana Ho (pamiętacie? to właściciel tego prywatnego muzeum w Aberdeen o którym kiedyś tutaj pisałam i z którego zdjęcia pokazywałam). I tym razem nie obyło się bez niespodzianek. W sklepie pana Ho same cenne "skarby". Tu poniżej coś co wywarło na mnie niesamowite wrażenie.....tym bardziej że niewiele osób ma okazję coś takiego zobaczyć z bliska, a tym bardziej dotknąć. Oto co pozostało po spaleniu ciała jednego z chińskich mnichów. Zwykle po spaleniu pozostaje tylko proch, ale ów mnich uważany był za wyjątkową osobę, coś w rodzaju "świętego", a pozostałe po nim szczątki (mimo procesu spalenia) tylko potwierdzają że był kimś więcej niż zwykłym mnichem..... Pan Ho jest posiadaczem jednej malutkiej części-pozostałości po mnichu.

traktowana jak cenna relikwia, przechowywana jest w takiej nietypowej szkatułce

po wizycie w sklepie pana Ho, wybraliśmy się na wegetariański posiłek

po drodze mijamy największy na świecie posąg Buddy. Wykonany on jest z brązu i mierzy 34m wysokości, waży 250 ton.

@)-->-->--

@)-->-->--

@)-->-->--

@)-->-->--

oraz światynię Po Lin

byliśmy już trochę zmęczeni, tak więc z pięcio daniowego posiłku zrobiłam tylko zdjęcie wegetariańskiej wersji zupy z płetwy rekina,......zgłodnieli wzieliśmy się za pałaszowanie dań

w drodze powrotnej takie oto widoki na figurki Buddy

i ostatni rzut oka na wielkiego Buddę z wagonika kolejki linowej

 

powrót do miasta, następnie metrem na wyspę Hong Kong.

papa

 

komentarze (16) | dodaj komentarz

U Cioci Stelli:-)

czwartek, 19 czerwca 2008 0:00

Kilka dni temu "U Cioci Stelli"-bo tak się nazywa ta knajpka zamówiłam shake'a który był tak przepyszny że sama postanowiłam taki sam przyrządzić w domu. Ale od początku......"Ciocia Stella" słynie z domowych ciast i ciasteczek, kanapek, zup i napoji. Szkoda że nie udało mi się zrobić zdjęcia, ale knajpka składa się z otwartej kuchni gdzie kelnerki zmywają ręcznie naczynia, gotują zupki, pieką ciasteczka w piekarniku....bardzo domowa atmosfera. W drugiej części pomieszczenia, drewniane stoły i krzesła dla klientów-gości. Knajpka jest bardzo mała,stąd i miejsc niewiele, w sobotę i niedzielę nie ma właściwie mowy o wolnym miejscu, ale w tygodniu całkiem o nie łatwo. Podczas ostatniej wizyty zamówiłam kanapki tostowe z szynką, pomidorem, sałatą i ogórkiem....

sałatkę z posiekanych, gotowanych jajek z majonezem i koperkiem

i papaya milk shake, niebo w gębę....(*-*)

milk shake wyglądał  tak

natychmiast po skończonym posiłku postanowiłam zakupić produkty. Średniej wielkości papaya-nie mam pojęcia z jakich krajów są dostępne w Polsce, ale ta była z Malezji i była bardzo słodka

do tego mleko. Chyba może być każde mleko, ja wybrałam mleko z Hokkaido.

i to wszystko moi drodzy. Papaję obieramy ze skórki, przekrajamy wzdłuż, wydrążamy ziarnka. Pozostałą część kroimy na kawałki i wrzucamy do shakera. Całość zalewamy mlekiem. Można zimnym, ale ja wcześniej przegotowałam i ostudziłam. Ilość mleka zależy od tego czy wolimy bardziej płynną czy bardziej gęstą konsystencję.

po przygotowaniu shake wyglądał tak. I był tak smaczny, że nawet nie zdążyłam zrobić zdjęcia w szklance. Szybki i łatwy napój i fajna alternatywa dla kawy czy herbaty gdy niespodziewani goście pojawiają się w domu. Znakomity latem. Można dodać kostki lodu dla tych którzy lubią bardzo zimne napoje.

Polecam!

papa

komentarze (20) | dodaj komentarz

Shopping:-)

czwartek, 12 czerwca 2008 0:00

Dziś zabiorę Was na zakupy. Hong Kong ze względu na dużą ilość sklepów, centrów handlowych i markowych butików (których jest tu podobno więcej na jeden kilometr kwadratowy niż w samym Mediolanie czy Paryżu) jest nazywany Shopping Paradise. Zakupy w Hong Kongu to rzeczywiście niesamowite doznania i przygoda, a bakcyla mody i zakupoholizmu połknęłam właśnie w chwili gdy zamieszkałam w HK. W Azji Japonia, Hong Kong i Szanghaj mają najlepszy serwis konsumencki, tak więc w jednym sklepie można spędzić godzinę nic nie kupując, a jedynie przymierzając czy wdając się w dyskusje z przemiłymi ekspedientkami, nie koniecznie na temat mody. Mam kilka swoich ulubionych centrów handlowych, a mojej modowej fascynacji mogłabym poświęcić kolejnego bloga. Dziś, tu, namastka tego.......zakupy w dzielnicy Central i centrum handlowe Landmark.

Budynek Giorgio Armanii, na ten temat może kiedyś zrobię oddzielny wpis. W budynku oprócz sklepów z różnych linii projektanta, znajduje się też sklep z wyposażeniem wnętrz, mieszkań-wszystko zaprojektowane przez Giorgio, mały sklepik z czekoladkami, dżemami i innymi słodkościami prosto od Armaniego, kwiaciarnia Armaniego, niewielka czytelnia.....i wyśmienita restauracja połączona z barem serwująca dania kuchni włoskiej, z rejonu Toskanii.

największy w HK sklep Gucci'ego

ktoś przyjechał na zakupy czerwonym Ferrari;-) 

Harvey Nichols, w rodku sklepy kosmetyczne, z ciuchami, a na ostatnim piętrze restauracje

najsłynniejsza kratka świata

sklep Ralph Lauren

Tutaj LV w Central, ale największy sklep LV w Azji znajduje się w HK w Tsim Tsa Tsui, na wyspie Kowloon

Yves Saint Laurent

Prada

Sklep Salvatore Ferragamo. Pamiętacie słynne zdjęcie Marylin Monroe z podwiewającą białą sukienką? Na tamtym zdjęciu Marylin ma właśnie buty Ferragamo. Buty mistrza Salvatore nosiły/noszą także Sophia Loren, Brigitte Bardot, Audrey Hepburn, Greta Garbo. Ferragamo jest też twórcą słynnych trzewików Dorotki z "Czarnoksiężnika z Krainy Oz", które Judy Garland ma na stopach w filmowej adaptacji powieści z 1939 roku.

Chanel...klasa w najwyższym wydaniu

Max Mara

Escada

Hermes

W centrum handlowym Landmark

@)-->-->--

Tutaj powyżej sklepu valentino mieści się niewielka kafejka Landmark. Niewielka, ale słynna z tego że często widywane są tu lokalne gwiazdy, znane osoby. Potem tutaj jeszcze wrócimy.

Fendi

Bottega Veneta

sklepy kosmetyczne

a teraz....chwalipięta Lia pokazuje część swoich zdobyczy.....Szalenie wygodne, mięciutkie buty

uwielbiam te pomarańczowe pudełka Hermesa

a w środku, mała letnia apaszka z serii pocket square

zdjęcie z internetu

broszka piesek z cyrkoniami i zawieszka na łańcuszek-kotek

a po zakupach chwila w Cafe landmark o której wspominałam wcześniej. Szybko zrobiłam tylko jedno zdjęcie tego co jadłam, naleśnik z owocami leśnymi i kremem waniliowym, a do tego kawka

po małym co nieco jeszcze rzut oka na uliczne reklamy

sklep Louis Vuitton

 i ulice dzielnicy Central

@)-->-->--

papa

 

 

komentarze (29) | dodaj komentarz

Rozwiązanie zagadki.

czwartek, 05 czerwca 2008 0:00

Mieliście częściowo rację. Jest to coś do jedzenia, ale z krewetkami nie ma absolutnie nic wspólnego. W dotyku przypomina watę, pachnie suszoną wędliną, w smaku też jak wata, ale o samku wędliny. Jest to rodzaj suszonego mięska wieprzowego, mocno wysuszonego, a potem startego na jakimś urządzeniu, w taki sposób że przypomina watę. Jest to rodzaj przekąski dobrej np. przed telewizorem, a tak zamiast chipsów lub orzeszków.

papa

komentarze (19) | dodaj komentarz

Zagadka:-)

poniedziałek, 02 czerwca 2008 0:00

Drodzy czytelnicy. Dawno nie było zagadki, bo i nic mnie na tyle nie zaskoczyło swoim wyglądem żeby Was zapytać czym jest dana rzecz......aż do dnia wczorajszego....kiedy......zobaczyłam to:

 

No właśnie, jak myślicie co to jest?

papa

 

komentarze (10) | dodaj komentarz

Free Virtual Makeover:-)

czwartek, 29 maja 2008 12:40

Myślę że się Wam spodoba ta zabawa kobietki.;-)Możecie do woli eksperymentować z własnym wizerunkiem twarzy. Powodzenia i miłej zabawy!

www.taaz.com

P.S. Uwaga, zabawa wciągająca i czasochłonna.:-]

papa

komentarze (13) | dodaj komentarz

Dim sum-kantoński lunch

niedziela, 25 maja 2008 0:00

Niedzielne popołudnie, yam cha-picie herbaty oraz jedzenie dim sum, czyli różnego rodzaju małych dań, pierożków, dim sum-szczegółowa definicja TUTAJ

@)-->-->--

@)-->-->--

 Miłej niedzieli papa

komentarze (12) | dodaj komentarz

piątek, 19 marca 2010

Licznik odwiedzin: 202540

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O mnie

"I'm an adventurer, looking for treasure".
Mam na imię Lia. W 2003 roku przyjechałam pierwszy raz do Hong Kongu. Byłam pełna obaw i rozterek, ale jak się szybko okazało pokochałam to miejsce bardziej niż myślałam. Od tamtej pory już tutaj mieszkam.

O moim bloogu

blog Polki mieszkającej w Hong Kongu 波蘭夫人住在香港的日誌

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 20.11.2009 13:29:44
  • autor: leinad859
  • treść: Dla mnie bomba!!! Ni...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 202540
Bloog istnieje od: 1430 dni

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 14.01.2009 14:45:18
  • autor: gawlikom
  • punkty: 100
  • treść: Za świetną recenzję ...