






Piękne kostiumy specjalnie zaprojektowane i szyte dla każdej postaci, makijaże artystyczne do których aktorzy przygotowują się godzinami, rewelacyjna muzyka na żywo, a piosenki które są wykonywane podczas spektaklu zapierają dech w piersiach. Przyznaję się że w kilku momentach musiałm użyć chusteczki.
Np. w scenie gdy dwie dziewczyny o anielskich głosach wykonują jakąś tam piosenkę, nad publicznością pojawia się olbrzymia kula ziemska, pięknie podświetlona z wyraźnie widocznymi kontynentami, a z dołu nagle wypuszczane są tysiące malutkich czerwonych balonów w kształcie serc które powoli otaczają tę wiszącą nad publicznością ziemię.....
Ale były też momenty zabawne oraz takie gdzie osoby z widowni zostały na chwilę "wciągnięte" w spektakl.
Ech......trudne to wszystko do opisania. W każdym razie gorąco Wam polecam. Chyba nabliżej Polski przedstawienia Cirque du Soleil odbywają się w Londynie. Po przedstawieniu w hotelowym pokoju w tv na jednym kanale cały czas był prezentowany film-reportaż o tym jak w ogóle zrodziła się pomysł na to przedstawienie, były wywiady z aktorami, reżyserem...bardzo ciekawe........


![:-] :-]](http://i.wp.pl/a/i/blog/emot/smile23.gif)

13 miliardów dolarów za życie wieczne
"Społeczność Hong-Kongu z niecierpliwością oczekuje na mający wkrótce zapaść wyrok, który wskaże spadkobiercę niebotycznego majątku o wartości 13 miliardów dolarów. Należał on do zmarłej niedawno Niny Wang, która była najbogatszą kobietą w Azji. 
Kontrowersje wokół fortuny narosły w 2006 r., kiedy kobieta dowiedziała się o swojej nieuleczalnej chorobie. Nina Wang postanowiła postawić wówczas wszystko na jedną kartę i zmieniła swój testament. Serwis "The Earth Times" poinformował, że zgodnie z jej wolą wszystkie pieniądze, które wcześniej zapisała rodzinie oraz organizacjom charytatywnym, miały trafić na konto nieznanego nikomu mistrza feng shui, Tony'ego Chana, który obiecał jej w zamian życie wieczne.
Niedawno odbyła się pierwsza rozprawa sądowa. W jej trakcie wystąpił adwokat reprezentujący należącą do zmarłej miliarderki fundację, na konto której zgodnie z pierwotną wersją testamentu, trafić miała spora część majątku. Prawnik Geoffrey Vos oskarżył mistrza Tony'ego Chana o oszustwa i manipulacje, które doprowadziły do zmiany przez Ninę Wang testamentu.
Kobieta dwa lata temu dowiedziała się o tym, że cierpi na raka i niedługo potem spotkała na swojej drodze mistrza feng shui, który przekonał ją do tego, aby przepisała na niego cały majątek. Mistrz Tony Chan zapewniał kobietę, że jeśli pieniądze trafią na jego konto, to ona będzie żyć wiecznie lub przynajmniej bardzo długo. Zdesperowana Wang nie zwlekała długo i przepisała cały dobytek tajemniczemu mistrzowi, o którym nikt wcześniej nie słyszał. W zeszłym roku okazało się jednak, że mistrz feng shui jest zwyczajnym oszustem. Kobieta zmarła bowiem w kwietniu 2007 roku, w wieku 69 lat.
Po śmierci Niny Wang jej siostry oraz organizacje charytatywne złożyły w sądzie pozew przeciwko cwaniakowi. Zamierzają walczyć przed wymiarem sprawiedliwości o przywrócenie pierwszej wersji testamentu, który został spisany w 2002 r. A jest o co walczyć. Szacunkowa wartość korporacji, które należały do kobiety wynosi 13 miliardów dolarów. Decyzja sądu w tej sprawie powinna zapaść na początku przyszłego roku.
Nina Wang znajdowała się na liście najbogatszych ludzi świata publikowanej regularnie przez magazyn "Forbes". Mimo, że dysponowała tak potężną fortuną, wiodła dość skromne życie. W ciągu miesiąca wydawała podobno około 400 dolarów, czyli znacznie mniej niż wynosi obecnie średnie miesięczne wynagrodzenie w Polsce."
źródło:www.niewiarygodne.pl
Rzeczywiście był czas kiedy prawie cała prasa w Hng Kongu pisała na ten temat, a na każdej okładce magazynów plotkarskich, na pierwszej stronie gazet widniały zdjęcia Niny Wong bądź Tony'ego Chana. Nie obyło się też bez spotkania rodzinnego czy biznesowego na którym nie zostałby poruszony ten temat. A sama Nina Wong nie tylko wiodła skromne życie, ale jak mówili jej pracownicy była strasznie oszczędna i wręcz skąpa. Często jadała w Macdonaldzie, a na święto środka jesieni podobno przyniosła do pokoju gdzie pracowało 6 osób jedno małe ciastko księżycowe, aby pracownicy się nim podzielili
. Zupełnie nie dbała o wygląd i niestety także o zdrowie co odbiło się wykryciem raka w nieuleczalnej fazie i jej szybką śmiercią. A Tony Chan oszust jak oszust, ale że udało mu się namówić najbogatszą kobietę w Azji do zmiany testamentu...to dopiero z niego czarodziej umysłów ludzkich.




Od czasu do czasu piszą do mnie Polki, które przyjeżdzają do HK w celach turystycznych bądź mieszkające tutaj przez jakiś czas. Zwykle to była jedna, góra dwie osoby w roku. A tym razem, od momentu kiedy wróciłam z Polski napisały do mnie już 4 dziewczyny. Coraz więcej nas tutaj. Jedna z nich z którą spędziłam dwa dni w minionym tygodniu mieszka na stałe w Madrycie. Dzięki jej wizycie dowiedziałam się dużo ciekawych rzeczy o tym kraju, sposobie życia i o ludziach tam mieszkających. No i jeszcze zobaczcie jakie pyszności prosto z Hiszpanii nam przywiozła:
to na górze to migdały w takiej białej polewie-nie jest zbyt słodka, przełożone cienutkim ciastem, takim a la opłatek Bożonarodzeniowy, a poniżej kawałki ciasta których głównym składnikiem są żółtka jajka-pyszności...
I jeszcze ciekawostka. Co zaskoczyło ową Polkę podczas wizty w HK to, że gdy kupowała lody, poprosiła o wybrane dwie gałki, a sprzedający zapytał która gałka ma być na górze wafelka, a która pod spodem. Ja już chyba przyzwyczaiłam się do tutejszego dogadzanie klientom i nie zwróciłam na to zupełnie uwagi, ale takie pytanie podczas kupowania lodów może zaskoczyć bo można je usłyszeć chyba w niewielu krajach. 
P.S. Wracam do pakowania pudeł, przeprowadzka zbliża się wielkimi krokami....... 

), jakieś tam miejsce ze skałkami do trenowania wspinaczki, park z grillami (hurrraaa...zapraszam na grilla hi hi). W ogóle to jakieś cztery kluby sportowe Bahams, Barbados, Cayman, Bermuda (a w każdym z tych klubów inne rozrywki)
. I to wszystko tylko dla ludzi którzy mieszkają na tym osiedlu.......chociaż jednorazowo każdy mieszkaniec może przyprowadzić 2-3 osoby z zewnątrz (kto się zgłasza to już go zabieram hi hi). I jeszcze małe i duże autobusy które co kilka minut zbierają ludzi spod bloków i zawożą prosto pod stację metra. A potem 6 stacji metrem do centrum. Uszczypnijcie mnie bo nie wierzę że coś takiego można zbudować i zorganizować.........
![:-] :-]](http://i.wp.pl/a/i/blog/emot/smile23.gif)

O rany, jakoś ostatnio nie chce mi się tutaj nic pisać, wstąpił we mnie wielki leń antypisarki.....
Wiem, że nie możecie odczytać komentarzy, pisałam już w tej sprawie do administracji, ale w odpowiedzi otrzymałam ciszę.......
W HK wciąż cieplutko, choć ponad dwa tygodnie temu obchodzone było tutaj święto środka jesieni. Wg starych chińskich wierzeń od tego momentu powinno się stopniowo ochładzać. A jak święto to spotkania rodzinne i jedzenie, jedzenie....Zaliczyłam też kilka imprez powitalnych lub darmowych obiadków w restauracjach gdzie jesteśmy regularnymi klientami. Stęsknili się za mną
, chyba w dwudziestu restauracjach musiałam opowiadać gdzie byłam, czemu tak długo do nich nie przychodziłam, o Polsce itp.itd. Hongkończycy są niesamowicie gościnni, chyba aż za bardzo bo mój żołądek nie był w stanie tego wszystkiego pomieścić. Jedna taka kolacja w restaucracji Lumiere w IFC, połączona była z małą lekcją na temat trunków. Poznaliśmy bowiem tam specjalistę od alkoholi. Zrobiłam masę zdjęć podczas tej kolacji, skosztowaliśmy dużo ciekawych trunków. Dowiedziałam się np. że tak na prawdę nie można czy nie powinno się mieć jednego ulubionego rodzaju czerwonego wina bowiem każdy rodzaj posiłku wymaga innej jego odmiany. To już pewnie wyższa szkoła jazdy ale np. w zależności od stopnia pikantności posiłku zalecany jest inny rodzaj czerwonego wina. Ale my konsumenci wcale nie musimy się na tym znać bowiem w większych restaurach jest zawsze jedna, dwie osoby które są w tej dziedzinie specjalistami i to oni pomagają klientom w doborze odpowiedniego trunku. Osoby takie łatwo rozpoznać bowiem w klapie marynarki czy uniformu mają wpiętą małą broszkę w kształcie grona winogrona. Tak więc poraz kolejny przekonałam się, że jedzenie to nie tylko zaspokojenie głodu, ale wielka celebracja z odpowiednim trunkiem w dłoni.
.........i wyobraźcie sbie wczoraj kasowałam zdjęcia z aparatu, byłam przekonana że te fotki z restauracji Lumiere już skopiowałam na dysk, a dziś za żadne skarby nie mogę ich znaleźć na komputerze........jestem potwornie zła
, bo to były szalenie ważne fotki i nie da się już ich powtórzyć buuuuu
![]:-| ]:-|](http://i.wp.pl/a/i/blog/emot/smile39.gif)
.Pierwszy raz coś mi się takiego zdarzyło...ech..........Tak więc fotek z zapoznania z alkoholami świata nie będzie...ale zato pochwalę się Wam sałatką. Przepis zdobyłam od jednej znajomej z HK, sałatka nie jest chińska, ale pyszna i bardzo zdrowa.
Do jej przygotowania potrzeba następujące składniki: (przepis na 4-6 osób):
4 dojrzałe pomidory,
3 kolby świeżej kukurydzy,
1 czerwona cebula,
1 papryka
1 gałązka liści bazylii
3 łyżki stołowe oleju z pierwszego tłoczenia
3 łyżki octu balsamicznego
sól morska i pieprz do smaku
liście sałaty
Jeżeli nie lubicie któregoś że składników np. cebuli to można go dodać w mniejszej ilości. Ja np. już wiem że następnym razem dodam mniej bazylii, albo w ogóle zrobię bez niej bo jest potwornie aromatyczna i ani mi ani mężulkowi nie smakowała w tej sałatce.
Poniże produkty które kupiłam do przygotowania sałatki. Nie mogłam się zdeydować którą paprykę kupić: żółtą, czerwoną, zieloną...a tu patrzę w sprzedaży są takie małe kolorowe papryczki no i problem był już rozwiązany.
Teraz należy tak: pomidory opróżnić z gnazd, obrać ze skórki i pokroić na małe kawałki. Kukurydzę skroić nożem z kolb. Cebulę drobno poszatkować. Paprykę, usunąć gniazda i pokroić w kostkę.Liście bazyli poszatkować. Składniki wrzucamy do naczynia, dodajemy 3 łyżki stołowe oleju i 1 łyżkę stołową octu balsamicznego. Sól i pieprz do smaku. Całość mieszamy i wstawiamy do lodówki aby trochę się schłodziło. Następnie nakładamy na liście sałaty i zawijamy w dowolny sposób...zjadamy. Mniam!

A teraz do rzeczy, czyli wspomnien kilka z pobytu w kraju......
![:-] :-]](http://i.wp.pl/a/i/blog/emot/smile23.gif)
Gdybym kiedyś wygrała w totolotka strasznie chciałabym mieć swoją własną ogromna bibliotekę w której wśród różnych dzieł Mickiewicza, Sienkiewicza i całej masy innych znakomitych polskich pisarzy naczelne miejsce zajęłaby właśnie "Lalka" Prusa.......ależ mam pomysły




















Tak się jakoś złożyło że przed moim wakacyjnym wyjazdem odkryłam kilka przepysznych rzeczy, a wszystko w zielonej tonacji. Już samo mojito zawsze było jednym z moich ulubionych drinków, ale liczi mojito którego ostatnio spróbowałam bije wszystkie inne moijto. Jest przede wszystkim bardziej słodkie i mniej kwaśne od tradycyjnego mojito, ale wciąż orzeźwiające i z dominującą nutą miętową. Jeśli gdziekolwiek uda Wam się tego spróbować to polecam, a nawet jak nie uda to męczcie barmanów o przyrządzenie takiego napoju.
A tak na marginesie wiedzieliście, że mojito było ulubionym drinkiem Ernesta Hemingwaya? Właśnie o tym przeczytałam.![]()
green tea tiramisu, czyli nowa wersja tiramisu tym razem z kremem o samku zielonej herbaty, a to coś bordowe na górze ciacha to red bean-bardzo słodkie
green tea panna cotta, panna cotta (włoska gotowana śmietanka) o smaku zielonej herbaty, polana miodem....niebo w gębie i tyle![]()
![]()
I to tyle pyszności w przedwakacyjnym wpisie, za kilka dni będę już w PL, z braku dostępu do internetu i innych obowiązków raczej nie będzie nowych wpisów. Życzę Wam pięknego lata i miłego czasu, gdziekolwiek go spędzacie. Do zobaczenia.![]()
Nadrabiam zaległości......w ubiegłym tygodniu przez HK przechodził tajfun "Wind of God". Właściwie tylko częściowo zahaczył o HK, na zdjęciu poniżej niebieska kropka to Hong Kong, a na czerwonej linii trasa przejścia tajfunu. Tajfun przechodził przez HK w nocy, ale nawet rano było tak ciemno jak w nocy, wiatr jak szalony wiał chyba we wszystkich możliwych kierunkach i do tego padał silny deszcz. Większych zniszczeń nie odnotowano, a wszelkie połamane drzewa, liście uporządkowano w zaskakująco szybkim czasie. Rano w tv oglądaliśmy powyrywane drzewa, powodzie na niektórych ulicach, zniszczone bambusowe rusztowania na remontowanych budynkach, ale kiedy wyskoczyłam na chwilkę do centrum późnym popołudniem poza wciąż intensywnym deszczem na ulicach było już wszystko uporządkowane. Padało jeszcze przez kilka kolejnych dni.

Hong Kong...cisza przed burzą.....

Kilka dni przed tą ogromna wichurą wybraliśmy się na wycieczkę, na wyspę Lantau, znaną z największego na świecie posągu Buddy. Ostatni raz byłam tam w 2003 roku, czyli kiedy pierwszy raz przyjechałam do HK. Wówczas jedynym transportem do wielkiego Buddy ze stacji Tung Chung był autobus, taksówka....teraz najpopularniejszym transportem jest kolejka linowa otwarta do użytku dwa lata temu .
widoki z kolejki linowej
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
ta biała linia w górach, którą widać na zdjęciach to szlak którym można wybrać się do wielkiego Buddy piechotą. Wycieczka trwa podobno ponad trzy godziny w jedną stronę.
a tutaj już w oddali widać posąg Buddy, szkoda że niebo było zamglone i padał niewielki deszcz.....
kolejną nowością jest nowo wybudowana główna aleja w wiosce Ngong Ping z wszelkiego rodzaju restauracjami, kafejkami, sklepami z pamiątkami
w tym budynku poniżej znajdował się m.in tea house
w oddali widać posąg Buddy
okazało się że jeden ze sklepików z pamiątkami w owej alejce należy do pana Ho (pamiętacie? to właściciel tego prywatnego muzeum w Aberdeen o którym kiedyś tutaj pisałam i z którego zdjęcia pokazywałam). I tym razem nie obyło się bez niespodzianek. W sklepie pana Ho same cenne "skarby". Tu poniżej coś co wywarło na mnie niesamowite wrażenie.....tym bardziej że niewiele osób ma okazję coś takiego zobaczyć z bliska, a tym bardziej dotknąć. Oto co pozostało po spaleniu ciała jednego z chińskich mnichów. Zwykle po spaleniu pozostaje tylko proch, ale ów mnich uważany był za wyjątkową osobę, coś w rodzaju "świętego", a pozostałe po nim szczątki (mimo procesu spalenia) tylko potwierdzają że był kimś więcej niż zwykłym mnichem..... Pan Ho jest posiadaczem jednej malutkiej części-pozostałości po mnichu.
traktowana jak cenna relikwia, przechowywana jest w takiej nietypowej szkatułce
po wizycie w sklepie pana Ho, wybraliśmy się na wegetariański posiłek
po drodze mijamy największy na świecie posąg Buddy. Wykonany on jest z brązu i mierzy 34m wysokości, waży 250 ton.
![]()
![]()
![]()
![]()
oraz światynię Po Lin
byliśmy już trochę zmęczeni, tak więc z pięcio daniowego posiłku zrobiłam tylko zdjęcie wegetariańskiej wersji zupy z płetwy rekina,......zgłodnieli wzieliśmy się za pałaszowanie dań
w drodze powrotnej takie oto widoki na figurki Buddy
i ostatni rzut oka na wielkiego Buddę z wagonika kolejki linowej
powrót do miasta, następnie metrem na wyspę Hong Kong.
![]()
Kilka dni temu "U Cioci Stelli"-bo tak się nazywa ta knajpka zamówiłam shake'a który był tak przepyszny że sama postanowiłam taki sam przyrządzić w domu. Ale od początku......"Ciocia Stella" słynie z domowych ciast i ciasteczek, kanapek, zup i napoji. Szkoda że nie udało mi się zrobić zdjęcia, ale knajpka składa się z otwartej kuchni gdzie kelnerki zmywają ręcznie naczynia, gotują zupki, pieką ciasteczka w piekarniku....bardzo domowa atmosfera. W drugiej części pomieszczenia, drewniane stoły i krzesła dla klientów-gości. Knajpka jest bardzo mała,stąd i miejsc niewiele, w sobotę i niedzielę nie ma właściwie mowy o wolnym miejscu, ale w tygodniu całkiem o nie łatwo. Podczas ostatniej wizyty zamówiłam kanapki tostowe z szynką, pomidorem, sałatą i ogórkiem....
sałatkę z posiekanych, gotowanych jajek z majonezem i koperkiem
i papaya milk shake, niebo w gębę....![]()
milk shake wyglądał tak
natychmiast po skończonym posiłku postanowiłam zakupić produkty. Średniej wielkości papaya-nie mam pojęcia z jakich krajów są dostępne w Polsce, ale ta była z Malezji i była bardzo słodka
do tego mleko. Chyba może być każde mleko, ja wybrałam mleko z Hokkaido.
i to wszystko moi drodzy. Papaję obieramy ze skórki, przekrajamy wzdłuż, wydrążamy ziarnka. Pozostałą część kroimy na kawałki i wrzucamy do shakera. Całość zalewamy mlekiem. Można zimnym, ale ja wcześniej przegotowałam i ostudziłam. Ilość mleka zależy od tego czy wolimy bardziej płynną czy bardziej gęstą konsystencję.
po przygotowaniu shake wyglądał tak. I był tak smaczny, że nawet nie zdążyłam zrobić zdjęcia w szklance. Szybki i łatwy napój i fajna alternatywa dla kawy czy herbaty gdy niespodziewani goście pojawiają się w domu. Znakomity latem. Można dodać kostki lodu dla tych którzy lubią bardzo zimne napoje.
Polecam!
![]()
Dziś zabiorę Was na zakupy. Hong Kong ze względu na dużą ilość sklepów, centrów handlowych i markowych butików (których jest tu podobno więcej na jeden kilometr kwadratowy niż w samym Mediolanie czy Paryżu) jest nazywany Shopping Paradise. Zakupy w Hong Kongu to rzeczywiście niesamowite doznania i przygoda, a bakcyla mody i zakupoholizmu połknęłam właśnie w chwili gdy zamieszkałam w HK. W Azji Japonia, Hong Kong i Szanghaj mają najlepszy serwis konsumencki, tak więc w jednym sklepie można spędzić godzinę nic nie kupując, a jedynie przymierzając czy wdając się w dyskusje z przemiłymi ekspedientkami, nie koniecznie na temat mody. Mam kilka swoich ulubionych centrów handlowych, a mojej modowej fascynacji mogłabym poświęcić kolejnego bloga. Dziś, tu, namastka tego.......zakupy w dzielnicy Central i centrum handlowe Landmark.
Budynek Giorgio Armanii, na ten temat może kiedyś zrobię oddzielny wpis. W budynku oprócz sklepów z różnych linii projektanta, znajduje się też sklep z wyposażeniem wnętrz, mieszkań-wszystko zaprojektowane przez Giorgio, mały sklepik z czekoladkami, dżemami i innymi słodkościami prosto od Armaniego, kwiaciarnia Armaniego, niewielka czytelnia.....i wyśmienita restauracja połączona z barem serwująca dania kuchni włoskiej, z rejonu Toskanii.
największy w HK sklep Gucci'ego
ktoś przyjechał na zakupy czerwonym Ferrari
Harvey Nichols, w rodku sklepy kosmetyczne, z ciuchami, a na ostatnim piętrze restauracje
najsłynniejsza kratka świata
sklep Ralph Lauren
Tutaj LV w Central, ale największy sklep LV w Azji znajduje się w HK w Tsim Tsa Tsui, na wyspie Kowloon
Yves Saint Laurent
Prada
Sklep Salvatore Ferragamo. Pamiętacie słynne zdjęcie Marylin Monroe z podwiewającą białą sukienką? Na tamtym zdjęciu Marylin ma właśnie buty Ferragamo. Buty mistrza Salvatore nosiły/noszą także Sophia Loren, Brigitte Bardot, Audrey Hepburn, Greta Garbo. Ferragamo jest też twórcą słynnych trzewików Dorotki z "Czarnoksiężnika z Krainy Oz", które Judy Garland ma na stopach w filmowej adaptacji powieści z 1939 roku.
Chanel...klasa w najwyższym wydaniu
Max Mara
Escada
Hermes
W centrum handlowym Landmark
![]()
Tutaj powyżej sklepu valentino mieści się niewielka kafejka Landmark. Niewielka, ale słynna z tego że często widywane są tu lokalne gwiazdy, znane osoby. Potem tutaj jeszcze wrócimy.
Fendi
Bottega Veneta
sklepy kosmetyczne
a teraz....chwalipięta Lia pokazuje część swoich zdobyczy.....Szalenie wygodne, mięciutkie buty

uwielbiam te pomarańczowe pudełka Hermesa
a w środku, mała letnia apaszka z serii pocket square
zdjęcie z internetu

broszka piesek z cyrkoniami i zawieszka na łańcuszek-kotek
a po zakupach chwila w Cafe landmark o której wspominałam wcześniej. Szybko zrobiłam tylko jedno zdjęcie tego co jadłam, naleśnik z owocami leśnymi i kremem waniliowym, a do tego kawka
po małym co nieco jeszcze rzut oka na uliczne reklamy
sklep Louis Vuitton
i ulice dzielnicy Central
![]()
![]()
Mieliście częściowo rację. Jest to coś do jedzenia, ale z krewetkami nie ma absolutnie nic wspólnego. W dotyku przypomina watę, pachnie suszoną wędliną, w smaku też jak wata, ale o samku wędliny. Jest to rodzaj suszonego mięska wieprzowego, mocno wysuszonego, a potem startego na jakimś urządzeniu, w taki sposób że przypomina watę. Jest to rodzaj przekąski dobrej np. przed telewizorem, a tak zamiast chipsów lub orzeszków.
![]()
Drodzy czytelnicy. Dawno nie było zagadki, bo i nic mnie na tyle nie zaskoczyło swoim wyglądem żeby Was zapytać czym jest dana rzecz......aż do dnia wczorajszego....kiedy......zobaczyłam to:
No właśnie, jak myślicie co to jest?
![]()
Myślę że się Wam spodoba ta zabawa kobietki.
Możecie do woli eksperymentować z własnym wizerunkiem twarzy. Powodzenia i miłej zabawy!
www.taaz.com
P.S. Uwaga, zabawa wciągająca i czasochłonna.![]()
![]()
Niedzielne popołudnie, yam cha-picie herbaty oraz jedzenie dim sum, czyli różnego rodzaju małych dań, pierożków, dim sum-szczegółowa definicja TUTAJ
![]()
![]()
Miłej niedzieli ![]()
piątek, 19 marca 2010
Licznik odwiedzin: 202540
| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||

"I'm an adventurer, looking for treasure".
Mam na imię Lia. W 2003 roku przyjechałam pierwszy raz do Hong Kongu. Byłam pełna obaw i rozterek, ale jak się szybko okazało pokochałam to miejsce bardziej niż myślałam. Od tamtej pory już tutaj mieszkam.
blog Polki mieszkającej w Hong Kongu 波蘭夫人住在香港的日誌
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: